Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘lewiatan’


Czekolada truskawkowa z Lewiatana / fot. własna

Niedawno pisałem o czekoladzie z nadzieniem toffi marki własnej Lewiatan. Ostatnio natomiast miałem okazję spróbować wersji z nadzieniem truskawkowym. Nadzienie to jest słodkawe i mało truskawkowe – znowu Piotrek Cz. rzekł: „Znów nie dobra, ale dobra!” – co oznacza, że brak jej wykwintności, ale nie ma problemów ze zjedzeniem jej. Mi smakuje.

Cena: 1,49 zł
Dostępność: sklepy Lewiatan (np. ja kupiłem w City na Stradomskiej)

Smak: 4
Forma: 4
Ogółem

Reklamy

Read Full Post »


Czekolada Toffi Lewiatan

Tania czekolada z Lewiatana, fot. własna

Ostatnio dotarł do mnie tekst z reklamy Biedronki, świadczący o tym, że to co tanie, może być i dobre. Postanowiłem więc sprawdzić czekoladę ze sklepu City, przy ulicy Stradomskiej, pod szyldem Lewiatan. Na prawo od stanowiska z pieczywem znajduje się tam specjalne miejsce dla produktów własnych tej firmy. Wśród nich kilka rodzajów tabliczek czekolady, mleczna i gorzka za 1,25 zł oraz z nadzieniami za 1,49 zł. Postanowiłem spróbować jednego z tych wyrobów, mianowicie – czekolady z nadzieniem o smaku toffi. Czekolada ta jest słodkawa ale całkiem smaczna, muszę przyznać. Nie jest wykwintna, na poziomie produktów choćby Milki, ale jednak jest dobrą przekąską. Przeliczyłem, że 10 kilokalorii tej czekolady kosztuje 3 grosze! Skonsumowałem z Piotrkiem Cz i Matim.


Cena: +5 (1,49 zł)
Smak: 4
Forma: +4
Ogółem +4

Hm… wiem, że niedobra, ale jest dobra! Na prawdę!

Piotrek Czernecki

 Postanowiłem również sprawdzić herbatniki (których stosy widać w tle

Herbatniki z Lewiatana, fot. własna

„czekoladowej” fotografii, nad pasztetem). Herbatniki te, zwane jak większość herbatników Pettit Beurre prezentują całkiem niezły poziom herbatnikowatości, nie widzę żadnej różnicy w porównaniu z konkurencyjnymi, droższymi produktami. Są delikatne, wytonowane i generalnie bardzo okej. A do tego takie w sumie duże. opakowanie kosztuje złotówkę. Skonsumowałem z Ismailą.

Cena: 0,99 zł (-5)
Smak: -5
Forma: 4
Ogółem: -5

Read Full Post »

Untitled 2


Jest spoko! Dzisiejszy dzień minął mi nawet fajnie! Kupiłem kwadrat, nie inaczej. Kwadrat pizzowy, za 1,80 w Lewiatanie. Smaczny, choć może troszkę zbyt paprykarzowy… o nie, zapomniałem zdjęcia!

Cena: 1,80 (-5)
Forma: +4
Smak: 4
Ogółem: 4

Obiad samotny niemalże, wiele osób jadło na drugiej przerwie, albo było chorych :< Ale… wrócił Natan! Fanfary, oklaski, hurra!

Na muzyce dostałem… no co? Szóstkę za fletowanie „Ody”! Co prawda coś tam mi się machnęło, ale nie ma minus szóstek, jak mówi pani Surma.
Potem fizyka zamiast chemii i wielki fail związany z kwiatami zamkniętymi w sali chemicznej -.- No a na fizyce piąteczka za aktywność (wykonanie wykresu takiegóż-tam). Potem kartkówka z EdB (łatwa, będzie pięć!) i fail władz szkolnych przez radiowęzeł (pomylenie narciarstwa klasycznego z alpejskim! :D). Dalej były rekolekcje, gdzie bolały kolana -.- Potem zahaczyłem o kwiaciarnię i kupiłem dwa tulipany dla domowniczek 😉

Siadłem sobie na deviantARTa i napisałem wpis powrotowy! A zaraz… dodam felieton Staszka! 😉

cya~~

Read Full Post »


Impulsem do napisania tego posta było to, iż drogi Bartek założył bloga. No i bardzo dobrze, chłopcze.
U mnie jest okej, ostatnio mam nawet jakoś bardziej dobry humor niż zwykle.
W szkole spoko, wpadły dwie piąteczki z gramatyki! Szkoda, że czwórka z angielskiego, ale i tak jest łokej.

Miałem dzisiaj jakiś epicki sen, w którym brał udział Natan, a także Aga z Magdą.
Wpierw wprowadzenie. Sny z Natanem oczywiście zawsze kojarzą się wszystkim z pamiętnym śnie o rowie, kiedy to mój drogi przyjaciel leżał ze mną w jakiejś dziurze, gdzie wpadliśmy zagonieni przez psychopatycznego mordercę. Było to gdzieś tak w październiku. Aga pojawiała się już w moich snach w jakiśtam różnych drugoplanowych rolach, natomiast jak chodzi o Magdę to to jest jej debiut.
Generalnie sen rozgrywał się na ulicy św. Gertrudy, a raczej w miejscu, gdzie zwykle ona jest. W tamtym świecie jednak wyglądała ona inaczej, była szersza i prowadziła w stronę Innego Rynku (kocham takie zmyślone lokacje ❤ ). Znajdował się na niej przystanek tramwajowy i kiosk. Znaczy między innymi, bo było tam od groma innych rzeczy. Wszedłem z Natanem do tego sklepu, gdzie okazało się, że puszka Pepsi kosztuje trzy złote, i wogóle wszystko! Masakra jakaś. Ale on ją kupił i wyszedł, a ja miałem zbyt mało drobnych, więc również wyszedłem. Ale nikogo już nie było, więc zdegustowany postanowiłem wrócić do domu. Wtedy jednak zauważyłem Agę i Magdę wychodzące z butiku.

Vansy za trzy złote?

Magda (w realu)

A finalnie… nie no, końca nie pamiętam. Ale wstałem w sumie koło dziesiątej. Wykąpałem się, wysuszyłem włosy…. grr… nienawidzę suszyć włosów! Następnie zapakowałem odpowiednie słodycze do szkoły (w tym armię cukierków owocowych) i wyszedłem.

Wpierw angielski. Cztery z testu, ujdzie nawet. Potem gadanie o przyszłości i zjadanie ze Staszkiem kolejnych owocowych cukierków. Oczywiście podkradał mi je w sposób dyskretny: sięgał do mojej kieszeni w spodniach, która była po przeciwnej stronie niż on, grzebał pół godziny i dopiero zjadał. Ostatniego przedzieliliśmy na pół. Na obiedzie były placki ziemniaczane i kefir – nawet smaczne.
Potem matmatik, siedzieliśmy z Natanem w innym miejscu niż zwykle. Zacząłem bawić się kaloryferem, co spotkało się z dezaprobatą pani. Ale pani jest bardzo spoko, najbardziej spoko z nauczycieli, także spoko.
Następnie polisz, przedstawiłem śmiałą teorię, iż ludzie wolą książki o źle, gdyż w każdym drzemie pierwotny wewnętrzny sadyzm . Potem religia, pani mi kazała usiąść z PiotrCz, a chciałem sobie siedzieć jak zwykle :< Była praca w grupach i żucie gumy. Stasiu musiał wypluwać trzykrotnie.
Then historia i oglądanie Królowej Jednej Nocy i innych skarbów ogrodu botanicznego, na koniec Deutsch i głupia kartkówka z rozdzielnie złożonych i zadanie domowe, bo pani obawia się, że brak zadania na ferie nas zdemoralizuje. Do tego dialogi z Rębi i Karą.

No i na koniec takie tam pożegnania przed feriami i powrót z Filipem, Ismailą i Antkiem, zahaczając o Lewiatana oczywiście 😉

Po powrocie do domu zjadłem kilka czekoladek z sokiem cytrynowym (epickie coś), poprawiłem jakieś chrzanione tabelki na Wikipedii, pogadałem na fejsie i posłuchałem muzyki.

Jutro konkurs drużynowy w skokach narciarskich w Willingen o 16:00 na TVP, Żyła piąty dzisiaj w kwalifikacjach!
A wcześniej, o 12:30 bieg na 15 km w Nowym Mieście na TVP2!
Szykujcie się na notkę jutro 😉

A w niedzielę jak wszystko pójdzie okej, będzie epicki wyjazd ze Stasiem i Natanem. Nie będzie telewizora, nie będzie komputera. Bez cywilizacji. Więc nie mogę się doczekać, argh…. :3 :3

Cya!
Komentować!
Słuchać! 

Read Full Post »


Wczoraj wieczorem doznałem szoku, w domu nie było nic słodkiego. Buszowałem po szafkach, ale nie było nawet rodzynek, orzeszków czy czegokolwiek…!

Wreszcie! Wreszcie znalazłem Kopiko Capuccino. Całkiem smaczne, kawowo-mleczne, z porządnym aromatem kawy charakterystycznym dla tej firmy, o kształcie okrągłym i dość wysokim, z wyraźnie oddzielonymi warstwami poszczególnych smaków. Co ciekawe, Kopiko jest produkowane przez firmę indonezyjską i tam też hoduje się ziarna kawy wykorzystane do produkcji cukierków! Cena 4,29 zł.

Chipsy w Lewiatanie tym razem zakupiłem ja, a skonsumowaliśmy je oczywiście z Filipem i Antkiem. Jako że jestem skromnym człowiekiem, kupuję skromne paprykowe chipsy za 2,39 zł. Cóż, nie są one zbyt intensywne w smaku, a sam smak jest dość podobny do droższych produktów, choć Filip stwierdził, iż:

Ej, to smakuje faktycznie jak papryka!

Wybacz, Filipie, że nie wstawię zdjęcia, ale nie mogę znaleźć kabla od telefonu 😉


A teraz zakupiłem dwie paczki draży „Piratki” – jedne kokosowe i jedne kakaowe (w Żabce od dłuższego czasu na promocji za złotówkę). Naprawdę bardzo je lubię, mają dość delikatny i miły smak, niegdyś często je zabierałem ze sobą do szkoły, przy czym najbardziej lubię białe – śmietankowe.

Read Full Post »


Witam! Jest tak strasznie ZIMNO, że po prostu rano dławiłem się mroźnym powietrzem… em… przejdźmy do jedzenia

Wczoraj poprosiłem mamę, aby kupiła mi müsli.

– Jakie?

Powiedziałem, że pragnę, by było egzotyczne (no wiecie, kawałki banana, marakui).  Oczywiście. Oczywiście kupili mi tradycyjne. Ale palżesz licho (czy jak to się tam mówi), ważne że Nestle. Otworzyłem sobie karton, w nim była taka papierowa półprzeźroczysta torba. Nasypałem, zalałem mlekiem. I stwierdziłem, że jest całkiem niezłe. Brak w nim co prawda tych owocowych akcentów, jedynie rodzynki i orzechy laskowe, ale może to i lepiej? Całość jest taka stonowana i całkiem smaczna. Nie jest zbyt twarda, co często się zdarza takim płatkom. Zjadłem sobie na kolację i śniadanie, a wygląda na to, że opakowanie starcza na trzy porcje (350 g). Cena mi nieznana, w okolicach pięciu złotych.

tak to wygląda.

 

A dzisiaj wziąłem sobie do szkoły homogenizowany serek brzoskwiniowy firmy Tesco. Wbrew moim oczekiwaniom okazał się bardzo smaczny. Miał odpowiednią konsystencję, coś pomiędzy takim „hardym” Bakusiem (znaczy nie wiem jaki jest teraz ale jakieś sześć lat temu był taki hardy) a gęstym jogurtem.  Były kawałki owoców. Smak delikatny, bardzo smaczny. To powolne delektowanie się przerwał mi dzwonek i zabójczy wzrok katechetki (nie no, raczej taki pobłażliwy, ale stwierdźmy, że zabójczy). Musiałem więc przyspieszyć tempo, wkrótce znikł i za nim zatęskniłem :<

Masa 135 g, tabela kalorii.

 

A po południu Ismaila zakupił (w Lewiatanie : D ) Crunchips Salsa (ok. 5,5 zł). Pomyślałem sobie – kolejny beznadziejny, przerysowany i niesmaczny smak w rodzaju kebabu, pizzy i innych smakowych ziemniaków. Nie tym razem – te chipsy mnie zaskoczyły. Miały dość… stonowany smak, taki nie narzucający się mojej jamie ustnej, dość fajny generalnie. Swoją drogą moje ręce, pozbawione chwilowo rękawiczek, były tak zmarznięte, że nie czułem nawet chipsów.

(zdjęcia powiększają się po kliknięciu)

Baj de łej, chciałbym podziękować Adze za pomysł na tytuł bloga :3

Read Full Post »

%d blogerów lubi to: