Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2012


Rano zjadłem sobie ostatnią porcję musli i pograłem w doodle-jumpa. A poza tym to śpiewałem „Forever Young” Alphaville.

Can you imagine when this race is won?
Turn our golden faces into the sun…

Ta urocza piosenka doczekała się ostatnio ładnego covera w wykonaniu boysbandu One Direction.

A właśnie przed chwilą dowiedziałem się, że Simmi Ammann, czterokrotny złoty medalista IO w skokach, zamierza zakończyć karierę po IO 2014 w Soczi. Obecny sezon w wykonaniu niemłodego już Szwajcara prezentuje się nieco gorzej niż poprzednie (w 09/10 zdobył Kryształową Kulę, a w 10/11 był drugi). A teraz jest w klasyfikacji generalnej ledwo dwunasty, bodajże bez żadnego podium. Miejmy nadzieję, że do tych igrzysk coś się poprawi i skończy karierę w chwale, jak Małysz (trzeci w zeszłorocznej generalce), a nie w hańbie jak poker-face Ahonen, który pomyślał, że będzie Forever Young. Co innego japońscy samuraje, jak Okabe czy Funaki, ale to już klasyka 😉

A tymczasem niedługo już pierwsze testy Formuły 1 w tym sezonie! Będę je śledził w moim ulubionym serwisie Wyprzedź Mnie!, który jednak potrzebuje pieniędzy, by się tam zostać, także zerknijcie sobie na ich profil na allegro, nuż widelec coś znajdziecie? 😉 Cóż, nowy sezon w Formule 1 zapowiada się ciekawie. Na pierwszych testach w Hiszpanii dowiemy się mniej więcej jaki jest rozkład sił w czołówce. Osobiście liczę na lepszą postawę Renault, Mercedesa i Ferrari. Choć i tak pewnie dominować będzie Red Bull, z doskonałym bolidem, doskonałymi kierowcami (głównie Vettelem, choć Webbera lubię bardziej). A mimo tego wszystkiego liczę na tytuł mistrzowski Buttona.

Nowy sezon Formuły 1 wiąże się także z GPM, zabawą (z nagrodami) polegającą na przewidywaniu i typowaniu wyników kolejnych wyścigów. W zeszłym sezonie zajął 1627. miejsce w klasyfikacji generalnej, ale to tylko dlatego, że zacząłem w połowie rywalizacji.

A tak na koniec, właśnie sobie zajrzałem na Wiki, okazało się, że mój artykuł Jan Szturc wisi sobie dzisiaj w „Czy-wieszu” na stronie głównej, z następującym pytaniem:

…który polski trener skoków narciarskich mieszkał pod jednym dachem z Adamem Małyszem?

Reklamy

Read Full Post »


Przede wszystkim jestem ucieszony, gdyż w weekend dokonałem ośmiutysięcznej już swojej edycji na Wikipedii. Fajnie co? [tak, tak, oczywiście, Mistlavie!]. Cieszę się, że dokładam kolejne cegiełki do tej wielkiej świątyni wiedzy.

Pewnie spytacie: a cóż ja na tej wiki robię? Otóż głównie siedzę w skokach narciarskich i Formule 1. Ale nie tylko, dorywczo zajmuję się też innymi dziedzinami sportowymi czy geografią. Równie często ilustruję hasła zrobionymi przeze mnie zdjęciami załadowanymi na Wikimedia Commons (jeden z siostrzanych projektów Wikipedii, wolne repozytorium plików).

Czasem też pełnię takie różne role redakcyjne – OZy (Ostatnie Zmiany, strona do patrolowania przez doświadczonych redaktorów) czy rekategoryzacje*.

W ogóle to zacząłem dość dawno – sierpień 2007, jednak nie byłem aktywnym redaktorem. Takowym aktywnym to się stałem dopiero w grudniu 2010 (notabene – patrzcie sobie na statystyki). Najpierw były takie dorywcze edycje geograficzne, różne stuby* o miejscowościach.

Na Wikipedii działa system wyróżniania dobrych artykułów i „Artykułów na Medal”.

Mój pierwszy dobry artykuł, to tłumaczenie z en-wiki  z marca 2011, 51. stan. Potem medalowy artykuł, o który bardzo dbam: Kamil Stoch. Trzy miesiące pracy mnie to kosztowało, poprawianie błędów i błędzików podczas głosowań nad przyznaniem wyróżnień… ale udało się! Jestem naprawdę dumny. Jest też kilka innych dobrych artykułów, m.in. o Nautilusie, fikcyjnym okręcie z powieści.

W czasie swojej dotychczasowej pracy dostałem pięć odznaczeń (do obejrzenia na mojej stronie wikipedysty).

Tak, wiem, że jest SZPAN, ale przepraszam, musiałem :<

*Wyjaśnienia:
Rekategoryzacje – to różne zmiany w ramach systemu kategorii. – na Wiki hasła ułożone są w kategoriach (np. „Kamil Stoch” jest m.in. w kategorii „Polscy skoczkowie narciarscy”, która z kolei jest w kategoriach „Polscy narciarze” i „Skoczkowie narciarscy” itd., jest też w kategorii „Urodzeni w 1987”, która jest w „Urodzeni w XX wieku”).
Stub – nieduże hasło, nie wyczerpujące tematu, zawierające podstawowe informacje

Read Full Post »


Od niemal czterech lat korzystam z odtwarzacza mp4, jakim jest Pentagram Vanquish RWAVE 4 GB. 

Teoretycznie głównym bajerem jest specjalny equalizer Microsoftu. W gruncie rzeczy jest on przereklamowany i dość specyficzny. Oferuje trzy dziwne opcje, które nie wnoszą zbyt wiele dobrego do dźwięku, a za to wyraźnie go „przymulają”. Sprzęt ma też regulowane podbicie basów i sopranów. Odtwarzacz obsługuje mp3, wma, wav i flac.

Innym bajerem (a raczej bajerem było, kiedy to wyprodukowano) jest G SENSOR. Najzwyczajniej sensor ruchu, który umożliwia przełączanie piosenek za pomocą poruszania Pentagramem, a także obsługę aplikacji kostki do gry i niezrozumiałego dla mnie licznika spalonych kalorii.

Sterowanie jest dość nieintuicyjne i odbywa się za pomocą bocznego panelu dotykowego. Dawniej bateria działała bardzo długa, po latach użytkowania trzyma góra pięć godzin (przy muzyce).

Jeśli chodzi o filmy, to RWave obsługuje flv i specjalnie przekonwertowane avi (płyta z oprogramowaniem dołączona do opakowania) . Niestety czasem zawiesza się przy odtwarzaniu.

Odtwarzacz ma wbudowane kilka gier w nietypowym formacie rpk (można spróbować znaleźć jakieś na necie, dwa lata temu nie było ich zbyt wiele). Sterowanie jest dość niewygodne.

Dodatkowe opcje to dyktafon (jakość taka sobie, ale ujdzie) i radio z możliwością programowania kanałów.

Nie mam pojęcia ileż teraz ten sprzęt kosztuje, ale 8 GB wersja to wydatek 300 zł. Ogólnie nie polecam, w tej cenie można kupić dużo lepszy i nowszy sprzęt.

 

~~

a tak nawiasem mówiąc, rąbłem ostatnio fajne hasełko na wiki :>

Read Full Post »


Witam! Jest tak strasznie ZIMNO, że po prostu rano dławiłem się mroźnym powietrzem… em… przejdźmy do jedzenia

Wczoraj poprosiłem mamę, aby kupiła mi müsli.

– Jakie?

Powiedziałem, że pragnę, by było egzotyczne (no wiecie, kawałki banana, marakui).  Oczywiście. Oczywiście kupili mi tradycyjne. Ale palżesz licho (czy jak to się tam mówi), ważne że Nestle. Otworzyłem sobie karton, w nim była taka papierowa półprzeźroczysta torba. Nasypałem, zalałem mlekiem. I stwierdziłem, że jest całkiem niezłe. Brak w nim co prawda tych owocowych akcentów, jedynie rodzynki i orzechy laskowe, ale może to i lepiej? Całość jest taka stonowana i całkiem smaczna. Nie jest zbyt twarda, co często się zdarza takim płatkom. Zjadłem sobie na kolację i śniadanie, a wygląda na to, że opakowanie starcza na trzy porcje (350 g). Cena mi nieznana, w okolicach pięciu złotych.

tak to wygląda.

 

A dzisiaj wziąłem sobie do szkoły homogenizowany serek brzoskwiniowy firmy Tesco. Wbrew moim oczekiwaniom okazał się bardzo smaczny. Miał odpowiednią konsystencję, coś pomiędzy takim „hardym” Bakusiem (znaczy nie wiem jaki jest teraz ale jakieś sześć lat temu był taki hardy) a gęstym jogurtem.  Były kawałki owoców. Smak delikatny, bardzo smaczny. To powolne delektowanie się przerwał mi dzwonek i zabójczy wzrok katechetki (nie no, raczej taki pobłażliwy, ale stwierdźmy, że zabójczy). Musiałem więc przyspieszyć tempo, wkrótce znikł i za nim zatęskniłem :<

Masa 135 g, tabela kalorii.

 

A po południu Ismaila zakupił (w Lewiatanie : D ) Crunchips Salsa (ok. 5,5 zł). Pomyślałem sobie – kolejny beznadziejny, przerysowany i niesmaczny smak w rodzaju kebabu, pizzy i innych smakowych ziemniaków. Nie tym razem – te chipsy mnie zaskoczyły. Miały dość… stonowany smak, taki nie narzucający się mojej jamie ustnej, dość fajny generalnie. Swoją drogą moje ręce, pozbawione chwilowo rękawiczek, były tak zmarznięte, że nie czułem nawet chipsów.

(zdjęcia powiększają się po kliknięciu)

Baj de łej, chciałbym podziękować Adze za pomysł na tytuł bloga :3

Read Full Post »


Dzień mi minął na zgrywaniu zdjęć na płyty, założeniu i redagowaniu bloga, edytowaniu Wikipedii i nauce biologii i angielskiego.

No to tak.

Jak większość z was wie skończyły się Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej 2012 w Serbii. Polska reprezentacja skończyła je na fazie zasadniczej.
Przyzwyczaiła nas do zaskakujących końcówek. Po pierwsze zaskakujących, bo nadrabiali niesamowite straty z pierwszej połowy, a po
drugie zaskakujących bo w takich sytuacjach i wygrywali, i przegrywali i remisowali.

Na początku było spokojnie. Zaczęliśmy od przegranej z Serbią, gdzie najlepszym z naszym był Bielecki (4 gole). „Ma jedno oko, to powinien grać gorzej od tych co mają dwa, a grał najlepiej” – jak powiedziała Rębi (czy jakoś tak). Potem pogrom nad naszymi południowymi sąsiadami, Słowakami 24:41 (8 goli Tkaczyka, 6 goli B. Jureckiego). Tych pierwszych dwóch meczy jednak nie miałem okazji obejrzeć.
No i na koniec pokonanie przyszłego Mistrza Europy, Danii jedną bramką (27:26), odrabiając czterobramkowe prowadzenie Skandynawów po pierwszej połowie. Olbrzymie emocje targały mną w końcówce meczu.

Potem przyszła faza zasadnicza – tutaj nasz osłabiony kontuzjami (czy choćby niedyspozycja Szmala) team już nie pokazał się z tak dobrej strony. Remis 29:29 ze Szwecją. Niewiarygodne odrobienie przewagi Szwedów po pierwszej połowie 9:20 doprowadzało komentatorów do szału… no ale przecież by odrobić te jedenaście bramek, trzeba je było najpierw przepuścić. Późniejsza przegrana z Macedonią (tym razem zmniejszenie przewagi rywali z 6 do 2 bramek) to przede wszystkim olbrzymi pech – gdyby nie te słupki, raz były kroki (Jaszki bodajże), może nieco przychylni sędziowie? może było by inaczej. Ale nie ma co gdybać! Trzeba było grać dobrze. Inna sprawa że Łazarow (9 udanych rzutów) i bramkarz Macedończyków po prostu błyszczeli. Tym samym zaprzepaściliśmy sobie szanse na półfinał (nie licząc nierealnych gdybań z prawdopodobieństwem 1:100, że się spełnią).
Meczu z Niemcami również nie obejrzałem, ale niewątpliwie był to miły akcent na pożegnanie z turniejem – zwycięstwo trzy trzy – trzy dwa. Taka ciekawostka, o której pewnie mało kto wie – finalnie Polacy byli dziewiąci w klasyfikacji turnieju.

Nie był to dobry występ Polaków, kolejny niedobry (po MŚ 2011). Tym razem jednak z pewnością przyczynił się do tego osłabiony skład, a także pech, ale przecież jak ktoś jest dobry, to szczęścia nie potrzebuje.

Dzisiaj oczywiście zasiadłem, by zobaczyć wielki finał. Niewątpliwie Duńczycy dominowali na początku meczu. Nawet kiedy nie mieli wysokiej przewagi, było widać, że po prostu są lepsi. Potem jednak gospodarze zbliżyli się do nich i rozpoczęły się emocje (jakimś cudem nie miałem orzeszków ziemnych niesolonych pod ręką). Jednak jakieś trzy minuty przed końcem jednak stało się jasne – Duńczycy wygrają. Błyszczał Hansen. Nasi słowiańscy bracia, pozostający na boisku w liczbie sześciu (czerwona kartka dla Manojlovica) nie mieli już zbytnio co zrobić, co najlepiej oddaje ostatni gol, którego Skandynawowie już nawet nie bronili. Dziękujemy wam, reprezentacjo Danii! Mamy teraz szansę na Igrzyska!

Read Full Post »


Uruchamiając mój stary komputer znalazłem kilka starych freeware’owych gierek, w które z chęcią „pykałem” w trzeciej i czwartej klasie. Oto one:

RunMan

Seria RunMan to proste gry autorstwa Toma Sennetta, które przede wszystkim ćwiczą ciągłe skupienie. To jedne z tych gier, które powodują, że za każdym razem gdy wyświetli się napis „game over”, stwierdzasz „jakim cudem mogłem popełnić taki głupi błąd” i próbujesz ponownie. Gry te mają też to do siebie, że z czasem narzucone tempo się zwiększa.
Pierwsza z nich to klasyczny RunMan Unlimited, w którym mamy za zadanie przeskakiwać (górna strzałka) i turlać się (dolna) w odpowiednich momentach.
RunMan Going Coconuts z kolei składa się z trzech części. W pierwszej musimy wykonywać skoki długie (w przypadku podłóżnych wydm lub wysypanego żwiru) lub krótkie (wysokie wydmy i zwierzęta). Druga jest dla mnie wielką zagadką (polega na uderzaniu młotem w nadciągające kraby), a do trzeciej nigdy nie udało mi się dojść, ale pogłoski głoszą, że mierzymy się tam z rekinami.
RunMan Christmas Adventure to nieszczególnie ciekawa gierka, w której tym razem musimy używać również myszki – rzucamy w nadciągające pingwiny i ptaki śnieżkami, chroniąc się za sporą muldą.

Do pobrania z oficjalnej strony autora: http://wherecouldtom.be/games/play/tscp.zip

Ślepy Ninja

To gra do treningu CIERPLIWOŚCI. Jak się okazuje, jedynym klawiszem którego możemy użyć jest spacja. Trzeba ją jedynie naciskać w odpowiednim momencie, a w przypadku nieudanego działania trzeba czekać aż nasz niewidomy wojownik popędzi do ściany, odbije się od niej i ponownie podąży w kierunku, w którym jest potrzebny.
Jestem zbyt niecierpliwy na tą grę, po prostu.
http://www.dobreprogramy.pl/Slepy-NINJA,Gra,Windows,13926.html

Read Full Post »


Ostatnimi czasy kompletnie nie miałem słodyczy. Zostały jakieś resztki, wśród nich takowe landryny, w których zbytnio nie gustuję. Ale z braku laku, jak to mówią, i cośtam cośtam (zapomniałem całości powiedzenia).

Otworzyłem paczkę cukierków firmy Mieszko i wziąłem pierwszy – czerwony (możemy znaleźć dwa odcienie czerwonego, zielony i żółty). Smak taki malinowy, nawet smaczny, ale lepsze są zielone – bliżej niezidentyfikowany owocowy flavour. Żółte, cytrynowe są zbyt agresywne i atakują moje delikatne podniebienie. Też tak macie?

Ogólnie nic ciekawego

Cena: 1,19 zł / 900 g.

Read Full Post »

Older Posts »

%d blogerów lubi to: